Moja Matka, Ha-Ga, która cieszyła się przed laty niesłychaną popularnością, jest dzisiaj właściwie zupełnie nieznana. Pamię­tają Ją jeszcze ludzie starszego pokolenia, ale młodzieży Jej nazwisko, a raczej pseudonim, którym podpisywała swoje rysunki, nic już nie mówi. Często używane powiedzenie „jak z Ha-Gi” zniknęło z języka polskiego wraz z Jej odejściem, a Ona sama podzieliła los innych rysowników satyrycznych, których popularność kończy się w momencie, gdy ich rysunki przestają ukazywać się w prasie.
W
stuletnią rocznicę urodzin Ha-Gi wydawnictwo Bęc Zmiana postanowiło wydać album z Jej rysunkami. Tak jak w przypadku Jej pierwszej retrospektywnej wystawy zorganizowanej w 2008 roku w warszawskim Muzeum Karykatury, tak i dzisiaj ogromną rolę w realizacji tego projektu odegrała Ania Niesterowicz. Ania odkryła rysunki Ha-Gi, oglądając stare pisma na strychu u dziadków. Nie mogła zrozumieć, dlaczego nigdzie nie ma informacji o tej oryginalnej artystce, która natychmiast podbiła jej serce. Szukając śladów Ha-Gi, odnalazła mnie, córkę, jedyną spadkobierczynię, właścicielkę setek Jej rysunków. Ania oniemiała na widok oryginałów, jakże innych od małych, źle wydrukowanych reprodukcji w „Szpilkach”, a tylko takie znała do tej pory. Zachwyciła się i zasugerowała zorganizowanie retrospektywnej wystawy w Muzeum Karykatury. Nie byłam pewna, jaka będzie reakcja publiczności po tylu latach zapomnienia, ale Ani entuzjazm mnie przekonał i wystawa doszła do skutku. Okazała się wielkim sukcesem, katalogi zostaly wyprzedane w ciągu pierwszego tygodnia, frekwencja była ogromna, przychodziło dużo młodych ludzi. Ukradkiem obserwowałam ich reakcje, śmieli się szczerze, wpisywali pozytywne komentarze do księgi pamiątkowej. Wystawie towarzyszył film animowany zrealizowany przez Krystynę Golędzinowską, postacie Ha-Gi ożyły i mówiły głosami Beaty Tyszkiewicz i Tomka Lipińskiego. Wystawa w Muzeum Karykatury była przeglądem Jej twórczości, oprócz rysunków satyrycznych można było obejrzeć również plakaty filmowe, ilustracje dla dzieci, karykatury polityczne, nawet robioną przez Nią ceramikę.
K
oncepcja tego albumu jest inna. Tak jak w trakcie przygotowywania wystawy razem z Anią dokonałyśmy wyboru materiału, ale tym razem zdecydowałyśmy, z małymi wyjątkami, że umieścimy w nim tylko tak zwane Hagi, czyli te najbardziej charakterystyczne rysunki – dialog dwóch osób w ramce – publikowane co tydzień w „Szpilkach”. Ramki usunęłyśmy, aby ujednolicić i unowocześnić stronę graficzną albumu. O napisanie wstępu do książki zwróciłam się do mojej przyjaciółki Kasi Murawskiej-Muthesius, która, zajmując się polską karykaturą od strony historii sztuki, często wspominała w rozmowach ze mną prace Ha-Gi.
Rysownicy satyryczni tworzą często postać, która regularnie pojawia się na szpaltach prasy i z którą są identyfikowani, przykładem może być profesor Filutek Lengrena. „Postać” stworzona przez Ha-Gę – to wszystkie Jej postacie razem wzięte. Rozpoznawalne natychmiast, bez chwili zastanowienia i wątpliwości. Każdy artysta dąży do stworzenia swego unikalnego stylu, mojej Matce udało się to, jak sama zawsze mówiła, przypadkiem. Przypadkiem, bo nie czując się pewnie w rysunku realistycznym, upraszczała jak mogła swoją kreskę i Jej oryginalny sposób rysowania wyłonił się sam z siebie, nie był przez Nią świadomie wypracowany. Mimo tego uproszczenia Jej rysunki pozostawały jednocześnie realistyczne, często rysowane z natury, a jako model służyły przyjaciółki, zwane przez nią „kumami”. Kumy były też dla Niej niekończącą się inspiracją do dialogów Jej postaci, które żyły w stworzonym przez Nią specyficznym świecie, zawsze modnie ubrane, w ładnych wnętrzach. Świat ten miał niewiele wspólnego z szarą PRL-owską rzeczywistością. A wielkie okrągłe oczy Jej „kukiełek” to były Jej własne oczy, przyjaciele śmieli się, że rysuje ciągle swoje autoportrety.
M
ama często się zastanawiała, co było tajemnicą Jej popularności. Jak twierdziła, nie zrobiła nigdy nic, żeby tę popularność uzyskać, po prostu co tydzień komentowała kreską i słowem otaczającą rzeczywistość. Robiła to w taki sposób, że ludzie przeglądali się w Jej rysunkach jak w krzywym zwierciadle i utożsamiali z Jej postaciami. Humor Ha-Gi nigdy nie był agres
ywny, był niegroźny. „Kukiełki”, jak nazywała swoje postacie, budziły sympatię, śmieszyły i rozczulały. M
am nadzieję, że ten album przypomni Ha–Gę tym, którzy Ją znali, i przedstawi tym, którzy nigdy o Niej nie słyszeli. Wspaniałe uczczenie setnej rocznicy urodzin artystki i czterdziestej rocznicy Jej śmierci.

Książkę zamówić można przez internet w wydawnictwie Bęc Zmiana.

http://sklep.beczmiana.pl/

Zuzanna Lipińska